Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wegetarianizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wegetarianizm. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 września 2014

Muffiny z malinami

Stragany na ryneczkach uginają się od skarbów lata :)
Dziś szczególnie polecamy Wam wykonanie szybkich wegańskich słodkości. Możecie dodać dowolnie wybrane owoce. A jeśli obawiacie się nadmiaru cukru trzcinowego polecamy zastąpienie jakimś słodem - może syropem z agawy ?
Muffiny pełnoziarniste orkiszowe z malinami

300 g mąki orkiszowej pełnoziarnistej
100g mąki gryczanej
100g mąki ryżowej
350 ml mleka roślinnego
0,75 szkl cukru trzcinowego
0,5 szkl oleju
3-4 garście malin 
4-5 łyżek karobu  lub kakao 
3 łyżeczki sody lub proszku do pieczenia (uwaga cześć jest z glutenem)
kardamon, cynamon, imbir (wg uznania)
szczypta soli

Wszystkie suche składniki łączymy ze sobą, dodajemy płyny, mieszamy, wylewamy do foremek i pieczemy do suchego patyka. Życzymy smacznego!

niedziela, 5 stycznia 2014

Amarantus - Złoto Azteków

Często słyszymy pytania dotyczące właściwości różnorodnych produktów kiedy robicie u nas zakupy. Duże zainteresowanie budzi amarantus - maleńkie niepozorne ziarenka o specyficznym intensywnym aromacie. Posługując się książką "Odżywianie dla zdrowia" przybliżymy dziś nieco szarłat wyniosły znany powszechnie jako amarantus (od nazwy łacińskiej).
Pochodzi z Ameryki Środkowej, nazywany bywa zbożem XXI wieku, ze względu na swoje właściwości. Obecnie jest hodowany również w Polsce, głównie na Lubelszczyźnie. Zdziwiłam się ogromnie kiedy odkryłam, że systematycznie marnował się w moim rodzinnym domu jako roślina hodowana wyłącznie do celów dekoracyjnych. Ma niezwykłe właściwości również jako organizm roślinny, wykazuje zdolność wzrostu na ubogiej glebie w bardzo suchych warunkach.
Zdjęcie pochodzi za strony : http://budujesz.info/artykul/szarlat-amaranthus,325.html
Amarantus zawierający wszystkie aminokwasy egzogenne, może być stosowany dla uzupełnienia białka i wapnia. Zalecany jest wobec tego dla osób o podwyższonym zapotrzebowaniu na składniki odżywcze, takich jak karmiące lub ciężarne mamy, niemowlęta, dzieci oraz osoby wykonujące ciężka pracę fizyczną.
Pitchford pisze w swojej książce, że amarantus zawiera dużo aminokwasu lizyny, spotykanej w mniejszych ilościach również w innych zbożach.  W połączeniu szarłatu ze zbożem o niskiej zawartości powstaje posiłek bogatszy w aminokwasy i białka niż mięso i inne produkty pochodzenia zwierzęcego.

Amarantus bardzo pozytywnie wpływa na płuca. Zawiera więcej wapnia i czynników wspierających gospodarkę wapniową niż mleko. Dodatkowo warto wiedzieć iż wapń tego pochodzenia jest lepiej przyswajalny niż ten, którego źródłem jest mleko.

Możliwości wykorzystania w kuchni jest cała moc, można używać go do sałatek, pierogów, zapiekanek, w zastępstwie kaszy. W sałatce może zagościć w ugotowanej formie bądź wyhodowany w postaci kiełków.

Zachęcamy Was do poszukiwania własnych pomysłów na zastosowanie tego cennego surowca w kuchni.
Polecamy Wam również szczególną pozycję do inspirowania się nie tylko jeśli chodzi o przepisy zawierające szarłat.
Pani Bożena Żak - Cyran w swojej książce "Jedz i żyj zgodnie z porami roku. Kuchnia roślinna według pięciu przemian" przedstawia wiele ciekawych propozycji posiłków z amarantusem na każdy czas :)

Z jej książki pochodzi przepis na zupę porową z amarantusem:
1l wrzącej wody, szczypta kurkumy, tymianek, 3 łyżki ziarna amarantusa, rozmaryn
1 łyżeczka sklarowanego masła
1 por
4-5cm glonu wakame, sól, sos sojowy, 1 łyżka gomasio
drobno pokrojone zielone liście, sok z cytryny

Spróbujcie koniecznie, nam posmakowało :)
A oprócz tego warto zapoznać się z innymi właściwościami amarantusa, nie tylko ziarna tej rośliny posiadają bowiem niezwykłe właściwości. Kto wie, może skusicie się  na hodowlę w przydomowym ogródku ;)

środa, 4 września 2013

Coś z niczego a smakuje :)

Niejedna młoda gospodyni domowa, mama, żona doświadcza na własnej skórze dnia kiedy lodówka jest pełna ale nic w niej nie ma. Zupełnie jak niektóre kobiety, które stojąc przed szafą pełną ubrań wypowiadają osławione "nie mam się w co ubrać ". Co wówczas?
Kiedy odkrywam, że dysponuję niewielkimi ilościami produktów stawiam na misz masz , wyciągam przyprawy i zagniatam ciasto drożdżowe. Zaczynam lepić pierogi :)

Oczywiście nie wrzucam wszystkiego do jednego wora, worki sa dwa ;) Jeden z wszystkimi pozostałościami mąk jakie tylko znajdę, drugi z warzywami i kaszami na farsz.

Dzisiejsze smakołyki mają w środku farsz wielowarzywny z przewagą selera i kaszy jaglanej, jako dodatek paprykę, cukinię, cebulę i duuuużo przypraw. Ciasto powstało w następujący sposób:
0,5 szkl śruty żytniej
0,5 śruty pszennej
1 szkl mąk różnego rodzaju (kukurydziana, orkiszowa, pszenna, gryczana)
15g drożdży
3 łyżki oleju 3/4 łyżeczki soli

Mąki należy wymieszać z solą oraz olejem a następnie dodać pokruszone drożdże (ewentualnie drożdże rozpuszczone w łyżce wody lub mleka) a następnie dolewać letniej wody  około 3/4 szkl. Wyrobione ciasto pozostawiamy do wyrastania a my zabieramy się za farsz.

Wszystko co znajdziemy w lodówce kroimy drobno i dusimy z przyprawami, które nadadzą aromatu :) Kaszę jaglaną ugotowałam, a w zasadzie rozgotowałam i dodałam do miękkich warzyw.
Kiedy ciasto wyrośnie zaczynamy lepić "pierogi". Wdzięczne to zajęcie, bo niezależnie od techniki będą wyglądać pięknie i smakować znakomicie. O tym jestem przekonana!
Smacznego życzę!
Paulina




środa, 26 czerwca 2013

Miesiąc od otwarcia minął :)

Ach! Ten czas tak szybko leci! Minął już ponad miesiąc od momentu otwarcia naszej restauracyjki dla pierwszych gości. A pracy nam nie brakowało, do tego stopnia, że nie było chwili na przygotowanie relacji z otwarcia ;) W tym momencie możemy pochwalić się pierwszymi zdjęciami z działającej już restauracji - nabieramy coraz więcej doświadczenia w prowadzeniu restauracji i prowadzeniu firmy. Powoli organizacyjnie wracamy "do życia". Lada chwila zaczniemy dzielić się nie tylko smakami kreowanymi w kuchni ale również (ponownie) przepisami na te pyszności na blogu.
Mamy nadzieję, że macie miłe wspomnienia ze spotkań z nami! Cieszymy się z każdej opinii, wierzymy, że pomagają nam usprawniać pracę. Dziękujemy wszystkim tym, którzy przekazywali nam swoje pochwały i cenne uwagi :)
Jesteście ciekawi jak wygląda "W te pędy" ?
Zerknijcie na zdjęcia i krótki filmik - a jeśli tylko zachęci Was ten widok, zapraszamy do nas !
Wegański sernik jaglano - kokosowy - Był pyszny!
Warsztaty "Dzień dziecka". Zbudowaliśmy recyklingowy dom :)

Roślinki wysiane przez dzieciaki wykiełkowały i rozhulały się na dobre!
Ciasteczka - zdrowe, naturalne, bez polepszaczy i innych chemicznych dodatków. A przede wszystkim smaczne!
Codziennie proponujemy inny zestaw dnia, dwa rodzaje zupy i chleb na zakwasie :)

Młode damy - uczestniczki spotkania Forum Łódzkich Mam.
Młode pokolenie konsekwentnie zdobywa nasze serca :) Dobrej zabawie i kreatywności sprzyja wyposażenie tarasu.


środa, 10 kwietnia 2013

Kasza jaglana

Niewątpliwie jest numerem jeden wśród wszystkich kasz, gdyż wartościami odżywczymi przewyżasza swoje "koleżanki". Jako jedyna jest zasadotwórcza a oprócz tego bardzo lekko strawna, bezglutenowa, działa korzystnie na przemianę materii – warto więc ją wprowadzić na stałe do menu.
W naszym domu gości na stole prawie codziennie, pod różnymi postaciami. Rano jest podstawą pożywnego śniadania, zmielona pojawia się w domowym pieczywie, po południu i wieczorem wzbogaca kotlety, pulpety, pasztety, farsze; jest składnikiem zup, potrawek lub po prosu stanowi  dodatek do warzyw, kotletów, gulaszy. Często wykorzystuję ją także do przygotowywania deserów – ciastek, budyni, kremów.
            Popularna jaglanka to po prostu obłuszczone proso. Jest doskonałym żródłem krzemionki, więc wpływa korzystnie na nasze włosy, paznokcie, wygląd skóry. Krzem pełni również ważną rolę w procesie mineralizacji kości oraz zapobiega odkładaniu się złogów tłuszczowych w naczyniach krwionośnych, przez co działa prewencyjnie w chorobach układu krążenia. Oprócz krzemionki proso zawiera także mnóstwo innych związków mineralnych, m. in. żelazo, magnez, wapń, potas i fosfor, a także witaminy z grupy B, witaminę E oraz lecytynę.
 Kaszę jaglaną dobrze jeść na co dzień, ale warto ją także polecać ludziom z różnymi schorzeniami. Podczas chorób przeziębieniowych lekarze medycyny naturalnej zalecaja monodietę jaglaną, polegającą na spożywaniu przez kilka dni jedynie tej kaszy. Taka dieta wzmacnia organizm i oczyszcza go z toksyn, przez co lepiej radzi on sobie z różnymi dolegliwościami. Jako produkt zasadowy kasza jaglana pomaga przywrócić równowagę kwasowo – zasadową oraz odśluzowuje organizm.
            Jaglanka nie ma w zasadzie żadnych wad – jest lekkostrawna, zasadotwórcza, bezglutenowa, bogata w składniki odżywcze. To wszystko sprawia, że jest najlepszym pokarmem dla niemowląt i powinna być podstawą pierwszych stałych posiłków.
            No cóż, nie każdy jednak jest przekonany do jej smaku, dlatego niewielu bierze ją pod uwagę planując menu. Warto to zmienić i spróbować wprowadzać ją do jadłospisu choćby w postaci "zakamuflowanej".
Dziś polecam ją pod postacią pasztetu, w zestawieniu z dynią, słonecznikiem i rozgrzewającymi przyprawami.
            Jak ugotować jaglankę?
Przede wszystkim kaszę trzeba bardzo dokładnie wypłukać, zmieniając kilkakrotnie wodę.  Następnie należy zalać kaszę wrzątkiem w proporcji 1 część kaszy na 2 części wody, lekko osolić (do kaszy, która będzie nam służyła do dań słodkich nie dodajemy soli). Jeśli chcemy mieć kaszę "na sypko", dobrze jest gotować ją na wolnym ogniu (pod przykryciem, nie mieszając) do momentu, aż prawie cała woda zostanie wchłonięta. Następnie wyłączamy gaz i pozwalamy kaszy "dojść".


Pasztet dyniowy z kaszą jaglaną i słonecznikiem

ok. 1 kg dyni ugotowanej na parze lub upieczonej
2 szkl. ugotowanej kaszy jaglanej
1,5 szkl. zmielonego słonecznika
oliwa, sól, pieprz, tymianek, słodka papryka, kardamon, gałka, curry

Wszystko zblendować na gładka masę, piec ok. 40 min. w temp. 180 ºC, w foremce wyłożonej papierem. Wystudzić, wyjąć z formy.

niedziela, 17 marca 2013

Czy cukier krzepi?

           Cukry, czyli inaczej węglowodany to organiczne związki chemiczne, niezbędne dla naszego rozwoju. Dzielimy je na proste, czyli monosacharydy (m. in. glukoza i fruktoza) i złożone (polisacharydy), które zbudowane są z co najmniej trzech cząsteczek cukrów prostych. Związki te pełnią w organizmie człowieka bardzo ważną rolę – stanowią podstawowe źródło energii. W nadmiarze mogą prowadzić jednak do zaburzeń metabolicznych, cukrzycy i otyłości.
            Węglowodany złożone są dużo bardziej wskazane w naszej diecie. Ich trawienie i wchłanianie trwa o wiele dłużej niż prostych, w związku z tym nie powodują gwałtownych  wyrzutów insuliny. Monosacharydy w krótkim czasie powodują podwyższenie poziomu cukru we krwi, a co za tym idzie nadprodukcję insuliny, której zadaniem jest obniżenie poziomu tychże cukrów. Gwałtowne skoki węglowodanowo – insulinowe prowadzą do hipoglikemii, czyli zbytniego obniżenia poziomu glukozy we krwi, co wywołuje kolejne zapotrzebowanie na cukier, objawiające się poczuciem głodu. Powstaje błędne koło, które można zauważyć u ludzi "uzależnionych" od słodyczy – im więcej ich jedzą, tym więcej mają na nie ochotę.
            Spożycie węglowodanów złożonych nie wywołuje skoków glukozowo – insulinowych, ponieważ są one trawione znacznie wolniej i wolniej wchłaniane. Jedząc zdrowe, nieprzetworzone pożywienie nie narażamy się na na ataki wilczego głodu, mamy mniejsze ciągoty w kierunku niezdrowych, słodkich przekąsek.
            Czym jest cukier w potocznym rozumieniu przeciętnego człowieka?
Ta bezbarwna, krystaliczna substancja, która przez większość ludzi jest postrzegana jako niezbędna do życia to sacharoza, rafinowany produkt z buraków cukrowych (lub rzadziej z trzciny). Jest to produkt szkodliwy, który powinniśmy wyeliminować z naszego menu, gdyż może spowodować poważne problemy zdrowotne. Oprócz wszechobecnej próchnicy (zwłaszcza lawinowo wzrastającej u dzieci), duże spożycie sacharozy może prowadzić do zaburzeń metabolicznych, objawiających się hiperglikemią, cukrzycą, otyłością. Podnosi poziom trójglicerydów we krwi, może prowadzić do miażdżycy, chorób serca, obciąża trzustkę i wątrobę. Ponadto u dzieci wywołuje nadmierne pobudzenie ruchowe oraz zaburzenia łaknienia.
Sacharoza jest obecna w większości przetworzonych produktów żywnościowych. Dodawana jest po to, by podnieść ich walory smakowe. Niestety wiąże się to z obniżeniem jakości i wartości odżywczych tychże produktów. Badzo przykre, że koncerny produkujące żywność dla dzieci dodają do swoich produktów ogromne ilości sacharozy i, mamiąc potencjalnych klientów "zdrowym wapniem" w jogurtach czy serkach oraz "bombą witamin i minerałów" w sokach przecierowych, oferują produkty szkodliwe, uzależniające. 
            W ostatnich latach coraz bardziej popularny staje się cukier brązowy, reklamowany jako zdrowa alternatywa dla tradycyjnego. Niestety jest to złudne, bo to ta sama substancja, która zawiera bardzo niewielką ilość związków mineralnych, pozostałych z melasy. W rzeczywistości to ten sam produkt, którego powinniśmy unikać.
            Czy jesteśmy więc skazani na rezygnację z osładzania sobie życia?
Nie, nie musimy tego robić. Smak słodki jest dla nas jak najbardziej naturalny, jesteśmy z nim od piewszych chwil naszego życia – wszak mleko matki jest słodkie.
Co więc wybierać, by nie rezygnować z przyjemności? 
Wybór jest duży, trzeba tylko znaleźć coś, co będzie nam odpowiadało najbardziej.
Suszone owoce
Figi, morele, rodzynki, daktyle i wiele, wiele innych. Są bardzo słodkie, więc nie należy z nimi przesadzać. Zawierają mnóstwo związków mineralnych i witamin, ponadto zdrowe węglowodany i  trochę białka. Najlepiej wybierać takie, które były suszone naturalnie, bez użycia konserwantów. Wybierając produkt ekologiczny, certyfikowany, będziemy mieć pewność, że takie owoce są dobrej jakości. Są wysokokaloryczne, należy więc korzystać z ich dobrodziejstw z umiarem.
Moga stanowić naturalne słodziwo – dodane do kompotu czy ciasta podniosą jego wartość odżywczą i smakową. Można sięgać po nie w momencie, gdy najdzie nas ochota na słodycze.
Należy uważać na żurawinę – jest naturalnie bardzo kwaśna, więc producenci dodają do niej duże iloście cukru. To, co kupujemy jako zdrową przekąskę zawiera w sobie ok. 50% sacharozy.

Cukier brązowy muscovado
Jest znacznie bardziej wartościowy niż tradycyjny cukier brązowy. Jest ciemniejszy od tradycyjnmego, jego kryształki są drobniejsze, przez co łatwo ulega zbryleniu. Nie jest rafinowany, więc zachowuje pełen skad soli mineralnych i większość witamin. Ma specyficzny, melasowy posmak i ciemny kolor, więc nie do wszystkich potraw pasuje.

Miód, słody zbożowe
To naturalne słodziwa, które zawierają w sobie spore ilości minerałów i witamin. Można je wykorzystywać jako "dosładzacz" do napojów czy deserów. Niestety ich smak nie jest neutralny, więc nie każdemu mogą odpowiadać. Ponadto miód bywa mocno alergizujący, więc nie będzie dla każdego odpowiednim produktem.

Syrop z agawy
Wygląda jak lekko rozrzedzony miód. Jest słodszy niż tradycyjny cukier a jednocześnie posiada znacznie niższy indeks glikemiczny. Jest delikatny i raczej neutralny w smaku, więc nie zmienia smaku potraw, jak czynią to słody lub melasa.
Zawiera spore ilości inuliny (naturalny probiotyk), wpływa więc korzystnie na naszą naturalną florę jelitową, obniża poziom cholesterolu i trójglicerydów we krwi. Pobudza metabolizm – wspomaga usuwanie zbędnych produktów przemiany materii, zapobiega zaparciom, przyspiesza przemianę materii. Zawiera związki mineralne takie jak cynk, potas, wapń, żelazo, magnez.

Melasa
Gęsta, brązowa substancja będąca pozostałością po procesie produkcji cukru spożywczygo. Zawiera 50% sacharozy, lecz jest także bombą mineralną – ma sporo żelaza, wapnia, magnezu, fosforu a także witaminy z grupy B.
Melasa ma bardzo korzystne działanie na nasz organizm – poprawia trawienie, reguluje działanie układu pokarmowego, obniża poziom cholesterolu, zwalcza anemię, zapobiega ostoporozie, wspomaga leczenie astmy i alergii, poprawia odporność ogranizmu.

Ksylitol
Wygląda jak tradycyjny cukier, w smaku też go przypomina. W rzeczywistości nie jest to węglowodan a alkohol. W niewielkich ilościach wstępuje powszechnie w przyrodzie np. w owocach. Jako substancja słodząca wytwarzany jest z brzozy. Jest najzdrowszym słodziwem, bezpiecznym także dla diabetyków. Posiada bardzo niski indeks glikemiczny, tzn. że nie powoduje skoków glukozy we krwi i nadprodukcji insuliny. Ma właściwości bakteriobójcze, w związku z tym jest bezpieczny dla naszych zębów, gdyż nie tylko nie sprzyja próchnicy a wręcz ja zwalcza. Często dodawany jest do past do zębów. Ksylitol wspomaga mineralizację, jest więc bardzo wskazany przy problemach z osteoporozą. Ma odczyn zasadowy, w związku z czym wspomaga odkwaszanie organizmu. Jest niskokaloryczny – można go używać także podczas diet odchudzających.
Jego jedyną wadą jest cena. Niestety za 1kg tego dobrodziejstwa zapłacić trzeba 35 – 50zł. Mimo to warto mieć go w swojej kuchni i dodawać choćby od czasu do czasu do zdrowych łakoci.

Dziś przygotujemy zdrowe babeczki z naturalnymi słodziwami.

Orkiszowe babeczki z kremem tofu – truskawkowym

2 szkl. mąki orkiszowej
1/3 szkl. oleju
1 łyżka melasy
2 łyżki wody
szczypta soli

Ciasto zgnieść, włożyć do lodówki na ok. 1 godzinę. Wyjąć, wylepić foremki, upiec w piekarniku nagrzanym do 200°C.

W tym czasie zobić krem:
ok. 150 g tofu
ok. 200 g truskawek (mogą być mrożone)
2 – 3 czubate łyżeczki agaru
4 łyżki ksylitolu
ewentualnie odrobina naturalnego ekstraktu waniliowego.

Agar zagotować w odrobinie wody, wszystko zblendować na gładką masę. Wstawić na 1 godzinę do lodówki, żeby stężało.
Wystudzone babeczki nadziewać stężałym kremem.

wtorek, 12 marca 2013

Tofu - czy to się da w ogóle jeść?


  Da się. I warto! Jest lekkostrawne, niskokaloryczne, nie zawiera cholesterolu. Większość tluszczy, które znajdują się w tym sojowym serku, to tłuszcze nienasycone, mające korzystny wpływ na nasze zdrowie. Kwas linolowy oraz lecytyna przeciwdziałają miażdżyczycy, skutecznie wspomagając usuwanie z tętnic złogów cholesterolowych. Tofu jest bogate w pełnowartościowe białko roślinne, zawiera też sporo soli mineralnych, zwłaszcza wapnia, żelaza, fosforu, potasu; oraz witamin – z grupy B, E.
            Tofu wytwarzane jest z mleka sojowego, poprzez jego koagulację. Jest lżej strawne i lepiej przyswajalne niż sama soja, choć podobnie jak ona może uczulać.
            Historia tofu zaczęła się w Chinach na początku naszej ery. Popularność w sąsiednich krajach azjatyckich zaczęło zdobywać znacznie później, a jego proces wytwarzania, smak, konsystencja znacznie różniły się od pierwowzoru. Dziś zyskuje coraz większą popularność na całym świecie.
            Znamy różne rodzaje tofu. Chińskie, jedwabiste, tzw. "silken tofu", jest delikatne, o konsystencji nieco galaretkowatej. Nadaje się do delikatnych potraw, deserów, jako zastępnik śmietanki.
Najbardziej popularne jest tofu twarde, przypominające tradycyjny twaróg i może go z powodzeniem zastąpić przy diecie wykluczającej nabiał. Spotkać można to tofu także w wersji wędzonej czy marynowanej.

            Jak to się je?
Tofu samo w sobie jest bez smaku, więc potrzebuje odpowiedniego potraktowania. To, co z nim zrobimy i jak go przyrządzimy, zależy od naszych upodobań i kulinarnej inwencji. Nie zrażajmy się, jeśli za pierwszym razem nam nie smakowało – prawdopodobnie nie przyprawiliśmy go odpowiednio. Jest to produkt specyficzny, który trzeba "oswoić".
Z tofu możemy przygotowywać najrozmaitsze rzeczy. Na zimno – twrożki, pasty, desery; na ciepło możemy smażyć, dusić, dodawać do farszów, serników, zup, gulaszy itp. Trzeba pamiętać, że należy je odpowiednio przyprawić, w zależności od tego, do czego nam posłuży.

Twrożek tofu
Kostkę tofu rozgnieść dokładnie widelcem razem z solą, sporą ilością soku z cytryny i oliwą. Jeśli konsystencja jest zbyt zwarta, można dodać odrobinę wody. Do takiej bazy możemy dodawać wszystko, co lubimy – posiekaną cebulkę, szczypior, czosnek, kapary, rzodkiewkę, świeże zioła itp.

Tofurnik
W tym wypadku tofu może posłużyć jako baza sernikowa – do ulubionego przepisu na sernik dodajemy zmielone tofu zamiast twrogu.
 Tofucznica
Czyli tofu przygotowane à la jajecznica. Podsmażyć cebulkę, dorzucić tofu uprzednio rozgniecione widelcem z solą, cytryną i dużą ilością curry. Smażyć jeszcze chwilę z dodatkiem ulubionych przypraw.

Tofu-ruskie pierogi
Tutaj tofu zastępuje twaróg w nadzieniu do pirogów ruskich.

Tofu-pasta do pieczywa
Tofu zblendować z cytryną, solą, pieprzem, dodać ulubione składniki, np. suszone pomidory, oliwki, marynowane grzybki (w tym przypadku nie dodawać wcześniej cytryny), gotowany szpinak itp. Wszystko zblendować na gładką masę.


Tofu smażone
Plastry tofu zamarynować wcześniej w ulubionej marynacie, np. oliwa, czosnek, ocet balsamiczny, sól. Obtaczać w mące lub bułce tartej, smażyć na złoty kolor.

Tofu-mus
kostkę tofu zmiksować z miodem i ulubionymi owocami na gładką masę.

środa, 20 lutego 2013

Razowe niebo

Ciasto smaczne a co najważniejsze w zasięgu ręki wszystkich, którzy odmawiają sobie mleka ssaków w każdej postaci oraz jaj :) Jest w nim wszystko czego można chcieć w chłodne zimowe popołudnie. Odrobina słodyczy, miękkie winne jabłka i cudowne niezwykle bogate w zdrowie orzechy włoskie :)
Zapraszam do nieba !


            Ciasto:
1/2 szklanki mąki pszennej razowej 
1/2 szklanki mąki pszennej białej
1/2szkl mąki kukurydzianej
1/2szkl mąki owsianej
1szkl orkiszowej
3/4 szklanki oleju
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/8 łyżeczki kurkumy (niekoniecznie)
szczypta soli
trochę zimnej wody. 

Ze wszystkich składników zagniatamy ciasto, dolewamy tyle wody aby nabrało konsystencji ciasta kruchego. Dzielimy na 2 części i pieczemy 2 placki w temp. ok. 190°C.

Masa jabłkowa:
1 1/2 - 2kg kg winnych jabłek
syrop słodowy lub miód do smaku

Jabłka obrać, pokroić na plastry. Udusić w kilku łyżkach gorącej wody, dodać syrop słodowy lub miód do smaku.  Placek smarujemy gorącą masą i przykrywamy drugim.

Masa orzechowa:
2,5  szklanki orzechów włoskich
3/4-4/5 szklanki gorącego mleka roślinnego (sojowego, z nerkowców lub innego)
1/2 szklanki syropu słodowego lub miodu

Orzechy można namoczyć dzień wcześniej bądź kilka godzin wcześniej aby straciły cierpki posmak. Zalać gorącym mlekiem, wlać syrop słodowy lub miód i zmiksować.
Wystudzoną masę rozsmarować na górnym placku.

Polewa czekoladowa:
czekolada gorzka
4 łyżeczki wody (jeśli za gęsta więcej)
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, dodać 3 łyżki gorącej wody . Gorącą czekoladą polać ciasto na wierzchu.

Samcznego!!!

wtorek, 12 lutego 2013

Fasolowe krążki á la "salami"

Bohaterem dzisiejszego przepisu będzie czerwona fasola.
            Czerwona fasola wywodzi się z Ameryki Południowej, gdzie stanowi podstawę codziennej diety. Dziś spożywa się ją niemalże na całym świecie, ze zwględu na jej wysokie wartości odżywcze oraz walory smakowe. Jako roślina strączkowa jest przede wszystkim źródłem wartościowego białka, a także lekkostrawnych weglowodanów. Bogata w witaminy, zwłaszcza z grupy B, oraz mikroelementy takie jakie jak żelazo, wapń, potas, fosfor, cynk.
Zawiera izoflawony, związki hamujące wzrost komórek nowotworowych oraz działające zbawiennie na układ hormonalny kobiet w okresie menopauzy. Duża zawartość błonnika działa korzystnie na układ trawienny, przeciwdziałając zaparciom oraz stabilizując poziom korzystnej mikroflory jelitowej.
            Niektórzy ludzie unikają roślin strączkowych ze zwgledu na ich wzdymające właściwości. Ale właściwie dlaczego po fasoli miewamy problemy gastryczne? Ano dlatego, że zawiera ona lektyny, związki chwilowo hamujące działanie trypsyny, jednego z enzymów trawiących białko roślinne. Gdy trypsyna nie działa, mogą się ukatywnić bakterie jelitowe, które wytwarzają kłopotliwe, wzdymające nas gazy.
Okazuje się jednak, że odpowiednio przygotowana i jedzona z umiarem fasola wcale nie musi nas wysyłać w kosmos. Aby złagodzić jej niekorzystne działanie, warto przed gotowaniem fasolę namoczyć (na ok. 12h), przed gotowaniem zmienić wodę a do gotowania dodać zioła poprawiające trawienie, takie jak majeranek, cząber, tymianek, liść laurowy, kminek czy ziele algielskie, które dodatkowo nadadzą aromatu. Ponoć gotowanie bez przykrycia eliminuje część niekorzystnych dla nas związków.
            Negatywną stroną fasoli jest czas jej gotowania. Czerwona gotuje się ok. godziny, ale czas ten można skrócić o połowę, używając szybkowaru. Warto jednak poświęcić go dla naszej fasoli zamiast używać produktów puszkowanych, które – oprócz mniejszej wartości odżywczej i jakości smakowej – zawierają dodatkowe, zbędne nam substancje, np. nadmiar soli, cukier, regulatory kwasowości czy konserwanty. Długie moczenie i odrobina cierpliwości przyniosą nam na pewno więcej korzyści niż oszczędność czasu przy produktach puszkowanych.
Fasolowe krążki
(przepis wyszperany na forum "wegedzieciak". Jest wegański, bezglutenowy, bezcukrowy)

2 szkl. ugotowanej czerwonej fasoli
1 średnia surowa cebula
1 ząbek czosnku
2 łyżki koncentratu pomidorowego lub pomidor bez skóry w sezonie
4 – 5 łyżek oliwy
sól, piprz, słodka papryka, majeranek
opcjonalnie 2 – 3 łyżku ugotowanej kaszy jęczminnej lub jaglanej
2 czubate łyżki mąki ziemniaczanej (jeśli dajemy surowego pomidora, trzeba dać 1 - 2 łyżki więcej)

Wszystkie składniki z wyjątkiem kaszy zmiksować na gładką masę po czym wymieszać z kaszą. Masę włożyć do szklanek wysmarowanych olejem (ważne, by szkalnki były proste lub rozszerzające się ku górze, inaczej będzie problem z wyjęciem) i wstawić do garnka wyłożonego szmatką. Zalać wodą maksymalnie do 3/4 wysokości szklanek. Gotować pod przykryciem na wolnym ogniu co najmniej 1/2h (długość gotowania zależy od wielkości szklanek). Szkalnki wyjąć, ostudzić, delikatnie podważyć nożykiem, wyjmując gotowy produkt.

czwartek, 24 stycznia 2013

Co jeść w styczniu ?

        Mroźno, śnieżno, do wiosny jeszcze kawał czasu, choć mieliśmy nadzieję, że w tym roku przyjdzie do nas szybciej. Mimo, że aura za oknem nie zachęca do wychodzenia z domu, warto właśnie teraz aktywnie spędzać czas na świeżym powietrzu. Kiedy temperatura spada poniżej zera, mamy mniejsze szanse na infekcję. Regularny ruch pomoże nam wzmocnić odporność, więc zamiast marnotrawić czas przed telewizorem, wyjdźmy na sanki z dzieckiem lub choćby na półgodzinny spacer. A po spacerze, wiadomo, apetyt wzrasta.
            Co jeść zimą, by nasz organizm funkcjonował bez zarzutu? Najlepiej produkty rozgrzewające, czyli przed wszystkim dania ciepłe, z dodatkiem takich przypraw jak imbir, pieprz, chili, czosnek, cynamon, goździki, kardamon. Zima to czas gęstych zup, pożywnych zapiekanek, dań strączkowo – kaszowych.
Śniadanie powinno być treściwe, energetyzujące. Warto sięgnąć po naturalne płatki lub kaszę jaglaną z suszonymi owocami i orzechami. Szczypta cynamonu czy kardamomu dodatkowo nas rozgrzeje i nada potrawie nowego wyrazu. Bazą głównych posiłków powinny być kasze i warzywa, z niewielkim dodatkiem pestek lub dobrych, zimnotłoczonych olejów.
Przygotowując potrawy warto zwrócić uwagę, jakie składniki wrzucamy do garnka. Już podczas robienia zakupów dobrze jest świadomie wybierać poszczególne produkty, skupiając się na tych sezonowych, lokalnych. Od kilku lat mamy w naszym kraju bardzo szeroki wybór różnych warzyw i owoców, zarówno egzotycznych, jak i rodzimych. Pomidory, ogórki, sałata, rzodkiewka dostępne są przez cały rok, choć sezon na nie trwa jedynie podczas kilku letnio – jesiennych miesięcy. Czy warto więc jeść je zimą? Jeśli ktoś naprawdę nie może się oprzeć, raz na jakiś czas można sobie pozwolić, ale raczej powinno się ich unikać. Pomijając cenę, która w miesiącach pozasezonowych jest kilkakrotnie wyższa, produkty te są nafaszerowane chemią w znacznie większym stopniu niż w miesiącach ich naturalnej wegetacji. Często przejechać muszą wiele kilometrów, zanim trafią na sklepowe półki, więc są traktowane mieszaniną substancji chemicznych, które mają zapewnić im szybki wzrost, powolne dojrzewanie, odporność na grzyby, szkodniki itp. Ponadto zrywane są zanim dojrzeją, ponieważ muszą przetrwać długi transport, przechowywanie, leżakowanie na półkach. Takie warzywa czy owoce zawierają wiele substancji nie wpływających korzystnie na nasze zdrowie. Jedzone regularnie, w dużych ilościach mogą być przyczyną różnych chorób czy alergii.
            Warto wybierać produkty lokalne, sezonowe, najlepiej ekologiczne. Zimą sięgajmy więc po marchewkę, buraki, pietruszkę, selery, pory, białą, włoską i czerwoną kapustę, dynię, ziemniaki, cebulę, brukselkę. Z owoców wybierajmy raczej jabłka i gruszki oraz owoce suszone,  niesiarkowane. Jeśli mamy ochotę na brokuły, szpinak, fasolkę czy truskawki, lepiej sięgnąć po produkty mrożone (sprawdzając oczywiście, gdzie zostały wyprodukowane). Zebrane w sezonie i zamrożone przyniosą nam o tej porze roku więcej korzyści niż świeże, przywożone z odległych zakątków świata. W celu urozmaicenia diety warto uprawiać własny mikro ogródek na parapecie – w skrzynce można hodować różne zioła i szczypior z cebuli, w słoiczkach kiełki, rzeżuchę. Róbmy też kiszonki – z powodzeniem możemy wciąż kisić buraki czy kapustę.

Dziś polecam gryczane naleśniki ze szpinakiem i ziemniakami. Są bezglutenowe, wegańskie, bezcukrowe. Imbir, curry, kminek, kardamon działają rozgrzewająco i dodają im orientalnego wyrazu.
2 szklanki mąki gryczanej,
3-4 szklanki zimnej wody
2-3 łyżki oliwy
łyżeczka soli
1/2 łyżeczki imbiru
1 łyżeczka curry
Składniki wymieszać, odstawić na pół godziny. Naleśniki usmażyć na suchej patelni.
Paczka mrożonego szpinaku w liściach (450g)
ok. 1kg ziemniaków
olej
1łyżeczka kminku
1łyżeczka curry
1 łyżeczka kardamonu
2 duże ząbki czosnku
sól
pieprz
gałka muszkatołowa

Szpinak rozmrozić, poddusić z solą, pieprzem, gałką i czosnkiem. Można ewentualnie zagęścić odrobiną mąki amarantusowej (zmielony w młynku amarantus).
Na dużej patelni rozgrzać olej, wrzucić kminek, po chwili curry i kardamon. Podsmażyć 1/2 minuty i dorzucić pokrojone w drobną (1cm) kostkę ziemniaki. Smażyć do miękkości, połaczyć ze szpinakiem i dusić jeszcze chwilę.
Farsz zawijać w naleśniki, ewentualnie podpiec w piekarniku lub na patelni.

wtorek, 8 stycznia 2013

Zapiekanka dyniowo-ziemniaczana

     O dyni pisałam już, więc nie będę się powtarzać. Przypominam jedynie, że jeszcze w sklepach i na bazarkach dyńki są dostępne. Warto skorzystać, bo niebawem pewnie znikną i trzeba będzie czekać co najmniej do sierpnia na nowy sezon.
            Jestem coraz większą fanką dyń i testuję nowe modele. Ostatnio kupiłam "muscadet de provence" i jestem zachwycona. Ma intensywny, pomarańczowy miąższ i pachnie melonem. Jest bardzo zwarta, choć wciąż daleko jej do hokkaido. Nadaje się do pieczenia, a serwowana z niebieskim serem i orzechami włoskimi stanowi mistrzostwo smaku. Odrobina sosu balsamico i jesteśmy w niebie...
            Mimo wszystko na pierwszym miejscu pozostaje hokkaido i to ona właśnie będzie bohaterką naszego dzisiejszego przepisu. Przepis testowany był przez wiele osób i zyskał uznanie, więc myślę, że wart polecenia.
 10 ziemniaków
 dorodna dynia hokkaido
 4 cebule
 1/2 puszki mleka kokosowego (nalezy je na noc włożyć do lodówki, żeby tłuszcz się zestalił)
 świeży imbir (wielkości kciuka)
 sól, pieprz, curry, oregano

Ziemniaki, dynię i cebulę pokroić w dość duże kawałki, wymieszać na blaszce z odrobiną oleju, solą, pieprzem i oregano. Wstawić do piekarnika nagrzanego do ok. 200º. Podpiec ok. 20 min.  W tym czasie wymieszać rózgą mleko kokosowe z curry (dałam dużo, ok. 3 łyżki) na lekką bitą śmietankę i dodać drobno starty imbir. Gdy warzywa są już lekko miękkie, wyłożyć na nie kokosową pierzynkę i zapiekać aż do całkowitaj miękkości warzyw. Mleczko powinno obkleić warzywa delikatną skorupką.

czwartek, 20 grudnia 2012

Czy da się spędzić święta ekologicznie?


Święta kojarzą się nam z choinką, prezentami, górą pysznego jedzenia przygotowywanego specjalnie na ten szczególny czas. W tym okresie nie zastanawiamy się nad tym, czy aby nie wydajemy za dużo i czy aby nie przesadzamy z nadmiarem jedzenia; a już na pewno nie myślimy o tym, czy ktoś nie cierpi w imię naszej tradycji, wygody, dla naszej przyjemności. Czy da się spędzić święta tradycyjnie, nie krzywdząc przy okazji innych ludzi i zwierząt i jak najmniej ingerując w zdrową kondycję naszej planety
            Karpie, świnie, indyki – one na pewno nie cieszą się ze świąt. Na pewno nie cieszą się też azjaci (a wśród nich cała rzesza małych dzieci), którzy w pocie czoła, pracując ponad swoje siły i za uwłaczającą ludzkiej godności pensję, produkują zabawki i inne przedmioty codziennego użytku, które my kupujemy, by z radością obdarować swoich bliskich.Cieszymy się, mogąc pozwolić sobie na dobra, które większości ludzi na świecie nie są i nigdy nie będą dostępne. Można się zasłaniać teoriami, że przecież ci ludzie, którzy tyrają jak roboty u kresu sił, nie mają innego wyjścia, że przecież gdyby nie taka niewolnicza praca, nie mieliby w ogóle źródła utrzymania. Można i tak myśleć, ale można też zastanowić się, czy to aby na pewno tak działa? Czy aby na pewno ludzie ci nie są maszynami sterowanymi przez wyzyskiwaczy, którzy ich kosztem dorabiają się fortun?
Wybierając produkty polskie (a zwłaszcza lokalne) przyczyniamy się do ożywienia naszej rodzimej gospodarki, wspieramy lokalnych producentów, otrzymując przy tym produkt znacznie wyższej jakości i przyczyniając się do zmiejszenia zanieczyszczenia środowiska (długotrwały transport jest bardzo nieekologiczny). Starajmy się wybierać produkty z materiałów naturalnych, takich jak drewno, papier, natruralne tkaniny. Zwróćmy uwagę czy przy produkcji nie zostały użyte substancje nieobojętne dla naszego zdrowia i środowiska, np.ftalany. Owszem, takie produkty są droższe, ale warto się zastanowić nad tym, czy nie lepiej kupić mniej ale lepszej jakości. Nie mamy pieniędzy? Przygotujmy więc prezenty sami! Nie trzeba wiele, żeby sprawić radość innym – własnoręcznie wykonana zabawka, zdjęcie, ciasteczka. Zastanówmy się, co potrafimy, w czym jesteśmy dobrzy, a pomysły same przyjdą do głowy. A ile satysfakcji i radości z obu stron!
            Każdy powinien sam sobie odpowiedzieć na pytanie, na ile jest w stanie coś zmienić, z czego mógłby zrezygnować, co zastąpić. Starajmy się dokonywać świadomych wyborów, nie kupujmy "na zapas", ograniczajmy ilość przedmiotów wokół siebie. Pierwsza zasada – skupmy się na jakości, nie na ilości. Wybierając produkty ekologiczne kupujemy mniej, zyskując jakość.
            Ważne pytanie – czy choinka sztuczna jest bardziej ekologiczna od żywej? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że tak, jednak po zgłębieniu tematu okazuje się, że jest odwrotnie. Jak to możliwe, skoro sztuczną choinkę kupuje się raz na wiele lat, a żywą wyrzuca co roku? A no możliwe, ponieważ te choinki, które są sprzedawane na święta, pochodzą w dużej mierze z wycinek "kosmetycznych" (oczywiście jeśli są sprzedawane legalnie). Po świętach można je kompostować lub użyć jako opału. Jeszcze lepiej kupić choinkę w doniczce i na wiosnę zasadzić w ogrodzie lub przed blokiem. Ileż to radości, obserwować, jak rośnie! Choinki sztuczne zrobione są – jak sama nazwa wskazuje – z tworzyw sztucznych, które nie ulegają biodegradacji. Nie ma więc znaczenia, że używamy jej przez kilka lat, skoro i tak kiedyś zostanie wyrzucona i będzie zaśmiecała naszą planetę przez wieki.
            A co z jedzeniem? Przygotowanie ekologicznych, wegetariańskiech lub wegańskich świąt z zachowaniem tradycji jest jak najbardziej możliwe. Jeśli jesteśmy przyzwyczajeni do tradycyjnych dań, możemy spróbować zastąpić je podobnymi, przyrządzonymi na sposób tradycyjny. Oto kilka prostych trików:

Bigos – jeśli nie wystarcza nam kapusta z grzybami, możemy dorzucić do niego wędzone tofu, pokrojone w drobną kostkę. Dodatkowo można dodać kostkę sojową ugotowaną w bulionie i przesmażoną z ulubionymi przyprawami (np. gorczycą, estragonem, cząbrem, majerankiem itp).

Ryba "po grecku" – możemy przyrządzić polentę z kaszy kukurydzianej w warzywno-pomidorowym sosie. W tym celu trzeba ugotować kaszę kukurydzianą w wywarze warzywnym (proporcje 3:1) i jeszcze gorącą rozprowadzić na płaskiej tacy na grubość ok 2 – 3cm. Pozostawić do całkowitego ostygnięcia. Pokroić w kwadraty, opanierować, usmażyć serwować z warzywami. Jeśli komuś brakuje rybnego smaku, może do gotującej się kaszy dodać 1/2 – 1 płat wodorostów nori (do produkcji sushi, do nabycia w marketach).

Pasztet – polecam wypróbować warzywne pasztety. Są bardzo smaczne, proste w przygotowaniu a zarazem zdrowsze od mięsnych.
Np. pasztet selerowy – 1 seler, 2 duże cebule, 1 szklanka ziaren słonecznika, 1 szkl kaszy jaglanej, przyprawy (1 cała gałka, 1/2 łyżeczki kuminu, papryka słodka, papryka ostra, sól, pieprz). Warzywa ugotować do miękkości. Kaszę dokładnie wypłukać i ugotować w wywarze (proporcje 1:2). słonecznik zmielić w młynku do kawy. Gdy warzywa i kasza wystygną, zblendować wszystko razem na gładką masę, dodać 3 – 4 łyżki oliwy, upiec w keksówce wyłożonej papierem. Wyjąć po wystudzeniu.

Smażony karp – można go zastąpić boczniakami z patelni.

Śledzie marynowane – podobnie jak marynujemy śledzie możemy zamarynować ugotowane w wywarze warzywno – ziołowym kotlety sojowe.

Jest to tylko kilka propozycji, ale w zasadzie wszystkie dania możnaby tak zmodyfikować, by były bezmięsne. Wystarczy tylko odrobina chęci i wyobraźni.