Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepisy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepisy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 stycznia 2014

Amarantus - Złoto Azteków

Często słyszymy pytania dotyczące właściwości różnorodnych produktów kiedy robicie u nas zakupy. Duże zainteresowanie budzi amarantus - maleńkie niepozorne ziarenka o specyficznym intensywnym aromacie. Posługując się książką "Odżywianie dla zdrowia" przybliżymy dziś nieco szarłat wyniosły znany powszechnie jako amarantus (od nazwy łacińskiej).
Pochodzi z Ameryki Środkowej, nazywany bywa zbożem XXI wieku, ze względu na swoje właściwości. Obecnie jest hodowany również w Polsce, głównie na Lubelszczyźnie. Zdziwiłam się ogromnie kiedy odkryłam, że systematycznie marnował się w moim rodzinnym domu jako roślina hodowana wyłącznie do celów dekoracyjnych. Ma niezwykłe właściwości również jako organizm roślinny, wykazuje zdolność wzrostu na ubogiej glebie w bardzo suchych warunkach.
Zdjęcie pochodzi za strony : http://budujesz.info/artykul/szarlat-amaranthus,325.html
Amarantus zawierający wszystkie aminokwasy egzogenne, może być stosowany dla uzupełnienia białka i wapnia. Zalecany jest wobec tego dla osób o podwyższonym zapotrzebowaniu na składniki odżywcze, takich jak karmiące lub ciężarne mamy, niemowlęta, dzieci oraz osoby wykonujące ciężka pracę fizyczną.
Pitchford pisze w swojej książce, że amarantus zawiera dużo aminokwasu lizyny, spotykanej w mniejszych ilościach również w innych zbożach.  W połączeniu szarłatu ze zbożem o niskiej zawartości powstaje posiłek bogatszy w aminokwasy i białka niż mięso i inne produkty pochodzenia zwierzęcego.

Amarantus bardzo pozytywnie wpływa na płuca. Zawiera więcej wapnia i czynników wspierających gospodarkę wapniową niż mleko. Dodatkowo warto wiedzieć iż wapń tego pochodzenia jest lepiej przyswajalny niż ten, którego źródłem jest mleko.

Możliwości wykorzystania w kuchni jest cała moc, można używać go do sałatek, pierogów, zapiekanek, w zastępstwie kaszy. W sałatce może zagościć w ugotowanej formie bądź wyhodowany w postaci kiełków.

Zachęcamy Was do poszukiwania własnych pomysłów na zastosowanie tego cennego surowca w kuchni.
Polecamy Wam również szczególną pozycję do inspirowania się nie tylko jeśli chodzi o przepisy zawierające szarłat.
Pani Bożena Żak - Cyran w swojej książce "Jedz i żyj zgodnie z porami roku. Kuchnia roślinna według pięciu przemian" przedstawia wiele ciekawych propozycji posiłków z amarantusem na każdy czas :)

Z jej książki pochodzi przepis na zupę porową z amarantusem:
1l wrzącej wody, szczypta kurkumy, tymianek, 3 łyżki ziarna amarantusa, rozmaryn
1 łyżeczka sklarowanego masła
1 por
4-5cm glonu wakame, sól, sos sojowy, 1 łyżka gomasio
drobno pokrojone zielone liście, sok z cytryny

Spróbujcie koniecznie, nam posmakowało :)
A oprócz tego warto zapoznać się z innymi właściwościami amarantusa, nie tylko ziarna tej rośliny posiadają bowiem niezwykłe właściwości. Kto wie, może skusicie się  na hodowlę w przydomowym ogródku ;)

środa, 4 września 2013

Coś z niczego a smakuje :)

Niejedna młoda gospodyni domowa, mama, żona doświadcza na własnej skórze dnia kiedy lodówka jest pełna ale nic w niej nie ma. Zupełnie jak niektóre kobiety, które stojąc przed szafą pełną ubrań wypowiadają osławione "nie mam się w co ubrać ". Co wówczas?
Kiedy odkrywam, że dysponuję niewielkimi ilościami produktów stawiam na misz masz , wyciągam przyprawy i zagniatam ciasto drożdżowe. Zaczynam lepić pierogi :)

Oczywiście nie wrzucam wszystkiego do jednego wora, worki sa dwa ;) Jeden z wszystkimi pozostałościami mąk jakie tylko znajdę, drugi z warzywami i kaszami na farsz.

Dzisiejsze smakołyki mają w środku farsz wielowarzywny z przewagą selera i kaszy jaglanej, jako dodatek paprykę, cukinię, cebulę i duuuużo przypraw. Ciasto powstało w następujący sposób:
0,5 szkl śruty żytniej
0,5 śruty pszennej
1 szkl mąk różnego rodzaju (kukurydziana, orkiszowa, pszenna, gryczana)
15g drożdży
3 łyżki oleju 3/4 łyżeczki soli

Mąki należy wymieszać z solą oraz olejem a następnie dodać pokruszone drożdże (ewentualnie drożdże rozpuszczone w łyżce wody lub mleka) a następnie dolewać letniej wody  około 3/4 szkl. Wyrobione ciasto pozostawiamy do wyrastania a my zabieramy się za farsz.

Wszystko co znajdziemy w lodówce kroimy drobno i dusimy z przyprawami, które nadadzą aromatu :) Kaszę jaglaną ugotowałam, a w zasadzie rozgotowałam i dodałam do miękkich warzyw.
Kiedy ciasto wyrośnie zaczynamy lepić "pierogi". Wdzięczne to zajęcie, bo niezależnie od techniki będą wyglądać pięknie i smakować znakomicie. O tym jestem przekonana!
Smacznego życzę!
Paulina




niedziela, 17 marca 2013

Czy cukier krzepi?

           Cukry, czyli inaczej węglowodany to organiczne związki chemiczne, niezbędne dla naszego rozwoju. Dzielimy je na proste, czyli monosacharydy (m. in. glukoza i fruktoza) i złożone (polisacharydy), które zbudowane są z co najmniej trzech cząsteczek cukrów prostych. Związki te pełnią w organizmie człowieka bardzo ważną rolę – stanowią podstawowe źródło energii. W nadmiarze mogą prowadzić jednak do zaburzeń metabolicznych, cukrzycy i otyłości.
            Węglowodany złożone są dużo bardziej wskazane w naszej diecie. Ich trawienie i wchłanianie trwa o wiele dłużej niż prostych, w związku z tym nie powodują gwałtownych  wyrzutów insuliny. Monosacharydy w krótkim czasie powodują podwyższenie poziomu cukru we krwi, a co za tym idzie nadprodukcję insuliny, której zadaniem jest obniżenie poziomu tychże cukrów. Gwałtowne skoki węglowodanowo – insulinowe prowadzą do hipoglikemii, czyli zbytniego obniżenia poziomu glukozy we krwi, co wywołuje kolejne zapotrzebowanie na cukier, objawiające się poczuciem głodu. Powstaje błędne koło, które można zauważyć u ludzi "uzależnionych" od słodyczy – im więcej ich jedzą, tym więcej mają na nie ochotę.
            Spożycie węglowodanów złożonych nie wywołuje skoków glukozowo – insulinowych, ponieważ są one trawione znacznie wolniej i wolniej wchłaniane. Jedząc zdrowe, nieprzetworzone pożywienie nie narażamy się na na ataki wilczego głodu, mamy mniejsze ciągoty w kierunku niezdrowych, słodkich przekąsek.
            Czym jest cukier w potocznym rozumieniu przeciętnego człowieka?
Ta bezbarwna, krystaliczna substancja, która przez większość ludzi jest postrzegana jako niezbędna do życia to sacharoza, rafinowany produkt z buraków cukrowych (lub rzadziej z trzciny). Jest to produkt szkodliwy, który powinniśmy wyeliminować z naszego menu, gdyż może spowodować poważne problemy zdrowotne. Oprócz wszechobecnej próchnicy (zwłaszcza lawinowo wzrastającej u dzieci), duże spożycie sacharozy może prowadzić do zaburzeń metabolicznych, objawiających się hiperglikemią, cukrzycą, otyłością. Podnosi poziom trójglicerydów we krwi, może prowadzić do miażdżycy, chorób serca, obciąża trzustkę i wątrobę. Ponadto u dzieci wywołuje nadmierne pobudzenie ruchowe oraz zaburzenia łaknienia.
Sacharoza jest obecna w większości przetworzonych produktów żywnościowych. Dodawana jest po to, by podnieść ich walory smakowe. Niestety wiąże się to z obniżeniem jakości i wartości odżywczych tychże produktów. Badzo przykre, że koncerny produkujące żywność dla dzieci dodają do swoich produktów ogromne ilości sacharozy i, mamiąc potencjalnych klientów "zdrowym wapniem" w jogurtach czy serkach oraz "bombą witamin i minerałów" w sokach przecierowych, oferują produkty szkodliwe, uzależniające. 
            W ostatnich latach coraz bardziej popularny staje się cukier brązowy, reklamowany jako zdrowa alternatywa dla tradycyjnego. Niestety jest to złudne, bo to ta sama substancja, która zawiera bardzo niewielką ilość związków mineralnych, pozostałych z melasy. W rzeczywistości to ten sam produkt, którego powinniśmy unikać.
            Czy jesteśmy więc skazani na rezygnację z osładzania sobie życia?
Nie, nie musimy tego robić. Smak słodki jest dla nas jak najbardziej naturalny, jesteśmy z nim od piewszych chwil naszego życia – wszak mleko matki jest słodkie.
Co więc wybierać, by nie rezygnować z przyjemności? 
Wybór jest duży, trzeba tylko znaleźć coś, co będzie nam odpowiadało najbardziej.
Suszone owoce
Figi, morele, rodzynki, daktyle i wiele, wiele innych. Są bardzo słodkie, więc nie należy z nimi przesadzać. Zawierają mnóstwo związków mineralnych i witamin, ponadto zdrowe węglowodany i  trochę białka. Najlepiej wybierać takie, które były suszone naturalnie, bez użycia konserwantów. Wybierając produkt ekologiczny, certyfikowany, będziemy mieć pewność, że takie owoce są dobrej jakości. Są wysokokaloryczne, należy więc korzystać z ich dobrodziejstw z umiarem.
Moga stanowić naturalne słodziwo – dodane do kompotu czy ciasta podniosą jego wartość odżywczą i smakową. Można sięgać po nie w momencie, gdy najdzie nas ochota na słodycze.
Należy uważać na żurawinę – jest naturalnie bardzo kwaśna, więc producenci dodają do niej duże iloście cukru. To, co kupujemy jako zdrową przekąskę zawiera w sobie ok. 50% sacharozy.

Cukier brązowy muscovado
Jest znacznie bardziej wartościowy niż tradycyjny cukier brązowy. Jest ciemniejszy od tradycyjnmego, jego kryształki są drobniejsze, przez co łatwo ulega zbryleniu. Nie jest rafinowany, więc zachowuje pełen skad soli mineralnych i większość witamin. Ma specyficzny, melasowy posmak i ciemny kolor, więc nie do wszystkich potraw pasuje.

Miód, słody zbożowe
To naturalne słodziwa, które zawierają w sobie spore ilości minerałów i witamin. Można je wykorzystywać jako "dosładzacz" do napojów czy deserów. Niestety ich smak nie jest neutralny, więc nie każdemu mogą odpowiadać. Ponadto miód bywa mocno alergizujący, więc nie będzie dla każdego odpowiednim produktem.

Syrop z agawy
Wygląda jak lekko rozrzedzony miód. Jest słodszy niż tradycyjny cukier a jednocześnie posiada znacznie niższy indeks glikemiczny. Jest delikatny i raczej neutralny w smaku, więc nie zmienia smaku potraw, jak czynią to słody lub melasa.
Zawiera spore ilości inuliny (naturalny probiotyk), wpływa więc korzystnie na naszą naturalną florę jelitową, obniża poziom cholesterolu i trójglicerydów we krwi. Pobudza metabolizm – wspomaga usuwanie zbędnych produktów przemiany materii, zapobiega zaparciom, przyspiesza przemianę materii. Zawiera związki mineralne takie jak cynk, potas, wapń, żelazo, magnez.

Melasa
Gęsta, brązowa substancja będąca pozostałością po procesie produkcji cukru spożywczygo. Zawiera 50% sacharozy, lecz jest także bombą mineralną – ma sporo żelaza, wapnia, magnezu, fosforu a także witaminy z grupy B.
Melasa ma bardzo korzystne działanie na nasz organizm – poprawia trawienie, reguluje działanie układu pokarmowego, obniża poziom cholesterolu, zwalcza anemię, zapobiega ostoporozie, wspomaga leczenie astmy i alergii, poprawia odporność ogranizmu.

Ksylitol
Wygląda jak tradycyjny cukier, w smaku też go przypomina. W rzeczywistości nie jest to węglowodan a alkohol. W niewielkich ilościach wstępuje powszechnie w przyrodzie np. w owocach. Jako substancja słodząca wytwarzany jest z brzozy. Jest najzdrowszym słodziwem, bezpiecznym także dla diabetyków. Posiada bardzo niski indeks glikemiczny, tzn. że nie powoduje skoków glukozy we krwi i nadprodukcji insuliny. Ma właściwości bakteriobójcze, w związku z tym jest bezpieczny dla naszych zębów, gdyż nie tylko nie sprzyja próchnicy a wręcz ja zwalcza. Często dodawany jest do past do zębów. Ksylitol wspomaga mineralizację, jest więc bardzo wskazany przy problemach z osteoporozą. Ma odczyn zasadowy, w związku z czym wspomaga odkwaszanie organizmu. Jest niskokaloryczny – można go używać także podczas diet odchudzających.
Jego jedyną wadą jest cena. Niestety za 1kg tego dobrodziejstwa zapłacić trzeba 35 – 50zł. Mimo to warto mieć go w swojej kuchni i dodawać choćby od czasu do czasu do zdrowych łakoci.

Dziś przygotujemy zdrowe babeczki z naturalnymi słodziwami.

Orkiszowe babeczki z kremem tofu – truskawkowym

2 szkl. mąki orkiszowej
1/3 szkl. oleju
1 łyżka melasy
2 łyżki wody
szczypta soli

Ciasto zgnieść, włożyć do lodówki na ok. 1 godzinę. Wyjąć, wylepić foremki, upiec w piekarniku nagrzanym do 200°C.

W tym czasie zobić krem:
ok. 150 g tofu
ok. 200 g truskawek (mogą być mrożone)
2 – 3 czubate łyżeczki agaru
4 łyżki ksylitolu
ewentualnie odrobina naturalnego ekstraktu waniliowego.

Agar zagotować w odrobinie wody, wszystko zblendować na gładką masę. Wstawić na 1 godzinę do lodówki, żeby stężało.
Wystudzone babeczki nadziewać stężałym kremem.

wtorek, 12 marca 2013

Tofu - czy to się da w ogóle jeść?


  Da się. I warto! Jest lekkostrawne, niskokaloryczne, nie zawiera cholesterolu. Większość tluszczy, które znajdują się w tym sojowym serku, to tłuszcze nienasycone, mające korzystny wpływ na nasze zdrowie. Kwas linolowy oraz lecytyna przeciwdziałają miażdżyczycy, skutecznie wspomagając usuwanie z tętnic złogów cholesterolowych. Tofu jest bogate w pełnowartościowe białko roślinne, zawiera też sporo soli mineralnych, zwłaszcza wapnia, żelaza, fosforu, potasu; oraz witamin – z grupy B, E.
            Tofu wytwarzane jest z mleka sojowego, poprzez jego koagulację. Jest lżej strawne i lepiej przyswajalne niż sama soja, choć podobnie jak ona może uczulać.
            Historia tofu zaczęła się w Chinach na początku naszej ery. Popularność w sąsiednich krajach azjatyckich zaczęło zdobywać znacznie później, a jego proces wytwarzania, smak, konsystencja znacznie różniły się od pierwowzoru. Dziś zyskuje coraz większą popularność na całym świecie.
            Znamy różne rodzaje tofu. Chińskie, jedwabiste, tzw. "silken tofu", jest delikatne, o konsystencji nieco galaretkowatej. Nadaje się do delikatnych potraw, deserów, jako zastępnik śmietanki.
Najbardziej popularne jest tofu twarde, przypominające tradycyjny twaróg i może go z powodzeniem zastąpić przy diecie wykluczającej nabiał. Spotkać można to tofu także w wersji wędzonej czy marynowanej.

            Jak to się je?
Tofu samo w sobie jest bez smaku, więc potrzebuje odpowiedniego potraktowania. To, co z nim zrobimy i jak go przyrządzimy, zależy od naszych upodobań i kulinarnej inwencji. Nie zrażajmy się, jeśli za pierwszym razem nam nie smakowało – prawdopodobnie nie przyprawiliśmy go odpowiednio. Jest to produkt specyficzny, który trzeba "oswoić".
Z tofu możemy przygotowywać najrozmaitsze rzeczy. Na zimno – twrożki, pasty, desery; na ciepło możemy smażyć, dusić, dodawać do farszów, serników, zup, gulaszy itp. Trzeba pamiętać, że należy je odpowiednio przyprawić, w zależności od tego, do czego nam posłuży.

Twrożek tofu
Kostkę tofu rozgnieść dokładnie widelcem razem z solą, sporą ilością soku z cytryny i oliwą. Jeśli konsystencja jest zbyt zwarta, można dodać odrobinę wody. Do takiej bazy możemy dodawać wszystko, co lubimy – posiekaną cebulkę, szczypior, czosnek, kapary, rzodkiewkę, świeże zioła itp.

Tofurnik
W tym wypadku tofu może posłużyć jako baza sernikowa – do ulubionego przepisu na sernik dodajemy zmielone tofu zamiast twrogu.
 Tofucznica
Czyli tofu przygotowane à la jajecznica. Podsmażyć cebulkę, dorzucić tofu uprzednio rozgniecione widelcem z solą, cytryną i dużą ilością curry. Smażyć jeszcze chwilę z dodatkiem ulubionych przypraw.

Tofu-ruskie pierogi
Tutaj tofu zastępuje twaróg w nadzieniu do pirogów ruskich.

Tofu-pasta do pieczywa
Tofu zblendować z cytryną, solą, pieprzem, dodać ulubione składniki, np. suszone pomidory, oliwki, marynowane grzybki (w tym przypadku nie dodawać wcześniej cytryny), gotowany szpinak itp. Wszystko zblendować na gładką masę.


Tofu smażone
Plastry tofu zamarynować wcześniej w ulubionej marynacie, np. oliwa, czosnek, ocet balsamiczny, sól. Obtaczać w mące lub bułce tartej, smażyć na złoty kolor.

Tofu-mus
kostkę tofu zmiksować z miodem i ulubionymi owocami na gładką masę.

poniedziałek, 25 lutego 2013

Kiszona Kapusta

            Kisiliśmy już razem buraczki, dziś pora na kapustę. Przepis jest banalnie prosty i nie zajmuje zbyt dużo czasu (oczywiście pomijając sam proces kiśnięcia). Plusem jest to, że można kisić "na bieżąco", ponieważ kapusta dostępna jest właściwie przez cały rok.
              Kiszona kapusta to samo zdrowie, szczególnie w sezonie grypowo – infekcyjnym. Jest lekkostrawna, zdrowsza niż surowa lub gotowana. Zawiera korzystne dla nas szczepy bakterii probiotycznych, które wzmacniają naszą odporność i regulują przemiany metaboliczne. Duża zawartość witaminyny C przemawia za tym, aby kisić i wcinać, zwłaszcza teraz, kiedy dostęp do świeżych, naturalnych owoców i warzyw jest dość ograniczony.

Oprócz witaminy C, znajdziemy w kiszonej kapuście witaminy z grupy B, wit. E i K, a także sporo mikroelementów – potasu, fosforu, magnezu, żelaza.
            Kiszona kapusta ma właściwości antynowotworowe. Pobudza przemianę materii, reguluje poziom cholesterolu, wzmacnia układ odpornościowy, sprzyja lepszej przyswajalności żelaza, a także działa oczyszczająco i rewitalizująco. Zarówno sama kapusta jak i sok z niej jest niskokaloryczna, więc polecana właściwie wszystkim.

Aby ukisić kapustę, potrzebujemy:
duży szklany słój lub kamionkowy garnek,
średniej wielkości główkę zielonej kapusty,
sól (1 – 2 kopiaste łyżki),
ewentualnie kminek, ziele angielskie, gorczyca, liście laurowe

Kapustę należy drobno poszatkować i dość mocno ugnieść rękami z solą, aż puści sporo soku (sól ma za zadanie chronić naszą kiszonkę przed niekorzystnymi bakteriami). Następnie można dodać do kapusty przyprawy – jest to kwestia naszych upodobań smakowych, nie są one niezbędne.
Kapustę należy przełożyć do wyparzonego słoika, bardzo mocno dociskając. Ważne, by wierzch był przykryty sokiem. Słoika nie zakręcamy, przykrywamy jedynie ściereczką lub papierem i odkładamy w ciepłe, suche miejsce (u mnie jest to góra szafki kuchennej). Co 1 – 2 dni zaglądamy pod ściereczkę, czy nasza kapusta grzecznie pracuje, czy nie zadomowiły się w niej niepożądane mikroorganizmy. Jeśli kawałeczki kapusty wypływają, można je docisnąć czystą łyżką.
Po ok. 2 tygodniach kapusta jest gotowa do spożycia.

czwartek, 24 stycznia 2013

Co jeść w styczniu ?

        Mroźno, śnieżno, do wiosny jeszcze kawał czasu, choć mieliśmy nadzieję, że w tym roku przyjdzie do nas szybciej. Mimo, że aura za oknem nie zachęca do wychodzenia z domu, warto właśnie teraz aktywnie spędzać czas na świeżym powietrzu. Kiedy temperatura spada poniżej zera, mamy mniejsze szanse na infekcję. Regularny ruch pomoże nam wzmocnić odporność, więc zamiast marnotrawić czas przed telewizorem, wyjdźmy na sanki z dzieckiem lub choćby na półgodzinny spacer. A po spacerze, wiadomo, apetyt wzrasta.
            Co jeść zimą, by nasz organizm funkcjonował bez zarzutu? Najlepiej produkty rozgrzewające, czyli przed wszystkim dania ciepłe, z dodatkiem takich przypraw jak imbir, pieprz, chili, czosnek, cynamon, goździki, kardamon. Zima to czas gęstych zup, pożywnych zapiekanek, dań strączkowo – kaszowych.
Śniadanie powinno być treściwe, energetyzujące. Warto sięgnąć po naturalne płatki lub kaszę jaglaną z suszonymi owocami i orzechami. Szczypta cynamonu czy kardamomu dodatkowo nas rozgrzeje i nada potrawie nowego wyrazu. Bazą głównych posiłków powinny być kasze i warzywa, z niewielkim dodatkiem pestek lub dobrych, zimnotłoczonych olejów.
Przygotowując potrawy warto zwrócić uwagę, jakie składniki wrzucamy do garnka. Już podczas robienia zakupów dobrze jest świadomie wybierać poszczególne produkty, skupiając się na tych sezonowych, lokalnych. Od kilku lat mamy w naszym kraju bardzo szeroki wybór różnych warzyw i owoców, zarówno egzotycznych, jak i rodzimych. Pomidory, ogórki, sałata, rzodkiewka dostępne są przez cały rok, choć sezon na nie trwa jedynie podczas kilku letnio – jesiennych miesięcy. Czy warto więc jeść je zimą? Jeśli ktoś naprawdę nie może się oprzeć, raz na jakiś czas można sobie pozwolić, ale raczej powinno się ich unikać. Pomijając cenę, która w miesiącach pozasezonowych jest kilkakrotnie wyższa, produkty te są nafaszerowane chemią w znacznie większym stopniu niż w miesiącach ich naturalnej wegetacji. Często przejechać muszą wiele kilometrów, zanim trafią na sklepowe półki, więc są traktowane mieszaniną substancji chemicznych, które mają zapewnić im szybki wzrost, powolne dojrzewanie, odporność na grzyby, szkodniki itp. Ponadto zrywane są zanim dojrzeją, ponieważ muszą przetrwać długi transport, przechowywanie, leżakowanie na półkach. Takie warzywa czy owoce zawierają wiele substancji nie wpływających korzystnie na nasze zdrowie. Jedzone regularnie, w dużych ilościach mogą być przyczyną różnych chorób czy alergii.
            Warto wybierać produkty lokalne, sezonowe, najlepiej ekologiczne. Zimą sięgajmy więc po marchewkę, buraki, pietruszkę, selery, pory, białą, włoską i czerwoną kapustę, dynię, ziemniaki, cebulę, brukselkę. Z owoców wybierajmy raczej jabłka i gruszki oraz owoce suszone,  niesiarkowane. Jeśli mamy ochotę na brokuły, szpinak, fasolkę czy truskawki, lepiej sięgnąć po produkty mrożone (sprawdzając oczywiście, gdzie zostały wyprodukowane). Zebrane w sezonie i zamrożone przyniosą nam o tej porze roku więcej korzyści niż świeże, przywożone z odległych zakątków świata. W celu urozmaicenia diety warto uprawiać własny mikro ogródek na parapecie – w skrzynce można hodować różne zioła i szczypior z cebuli, w słoiczkach kiełki, rzeżuchę. Róbmy też kiszonki – z powodzeniem możemy wciąż kisić buraki czy kapustę.

Dziś polecam gryczane naleśniki ze szpinakiem i ziemniakami. Są bezglutenowe, wegańskie, bezcukrowe. Imbir, curry, kminek, kardamon działają rozgrzewająco i dodają im orientalnego wyrazu.
2 szklanki mąki gryczanej,
3-4 szklanki zimnej wody
2-3 łyżki oliwy
łyżeczka soli
1/2 łyżeczki imbiru
1 łyżeczka curry
Składniki wymieszać, odstawić na pół godziny. Naleśniki usmażyć na suchej patelni.
Paczka mrożonego szpinaku w liściach (450g)
ok. 1kg ziemniaków
olej
1łyżeczka kminku
1łyżeczka curry
1 łyżeczka kardamonu
2 duże ząbki czosnku
sól
pieprz
gałka muszkatołowa

Szpinak rozmrozić, poddusić z solą, pieprzem, gałką i czosnkiem. Można ewentualnie zagęścić odrobiną mąki amarantusowej (zmielony w młynku amarantus).
Na dużej patelni rozgrzać olej, wrzucić kminek, po chwili curry i kardamon. Podsmażyć 1/2 minuty i dorzucić pokrojone w drobną (1cm) kostkę ziemniaki. Smażyć do miękkości, połaczyć ze szpinakiem i dusić jeszcze chwilę.
Farsz zawijać w naleśniki, ewentualnie podpiec w piekarniku lub na patelni.

czwartek, 20 grudnia 2012

Czy da się spędzić święta ekologicznie?


Święta kojarzą się nam z choinką, prezentami, górą pysznego jedzenia przygotowywanego specjalnie na ten szczególny czas. W tym okresie nie zastanawiamy się nad tym, czy aby nie wydajemy za dużo i czy aby nie przesadzamy z nadmiarem jedzenia; a już na pewno nie myślimy o tym, czy ktoś nie cierpi w imię naszej tradycji, wygody, dla naszej przyjemności. Czy da się spędzić święta tradycyjnie, nie krzywdząc przy okazji innych ludzi i zwierząt i jak najmniej ingerując w zdrową kondycję naszej planety
            Karpie, świnie, indyki – one na pewno nie cieszą się ze świąt. Na pewno nie cieszą się też azjaci (a wśród nich cała rzesza małych dzieci), którzy w pocie czoła, pracując ponad swoje siły i za uwłaczającą ludzkiej godności pensję, produkują zabawki i inne przedmioty codziennego użytku, które my kupujemy, by z radością obdarować swoich bliskich.Cieszymy się, mogąc pozwolić sobie na dobra, które większości ludzi na świecie nie są i nigdy nie będą dostępne. Można się zasłaniać teoriami, że przecież ci ludzie, którzy tyrają jak roboty u kresu sił, nie mają innego wyjścia, że przecież gdyby nie taka niewolnicza praca, nie mieliby w ogóle źródła utrzymania. Można i tak myśleć, ale można też zastanowić się, czy to aby na pewno tak działa? Czy aby na pewno ludzie ci nie są maszynami sterowanymi przez wyzyskiwaczy, którzy ich kosztem dorabiają się fortun?
Wybierając produkty polskie (a zwłaszcza lokalne) przyczyniamy się do ożywienia naszej rodzimej gospodarki, wspieramy lokalnych producentów, otrzymując przy tym produkt znacznie wyższej jakości i przyczyniając się do zmiejszenia zanieczyszczenia środowiska (długotrwały transport jest bardzo nieekologiczny). Starajmy się wybierać produkty z materiałów naturalnych, takich jak drewno, papier, natruralne tkaniny. Zwróćmy uwagę czy przy produkcji nie zostały użyte substancje nieobojętne dla naszego zdrowia i środowiska, np.ftalany. Owszem, takie produkty są droższe, ale warto się zastanowić nad tym, czy nie lepiej kupić mniej ale lepszej jakości. Nie mamy pieniędzy? Przygotujmy więc prezenty sami! Nie trzeba wiele, żeby sprawić radość innym – własnoręcznie wykonana zabawka, zdjęcie, ciasteczka. Zastanówmy się, co potrafimy, w czym jesteśmy dobrzy, a pomysły same przyjdą do głowy. A ile satysfakcji i radości z obu stron!
            Każdy powinien sam sobie odpowiedzieć na pytanie, na ile jest w stanie coś zmienić, z czego mógłby zrezygnować, co zastąpić. Starajmy się dokonywać świadomych wyborów, nie kupujmy "na zapas", ograniczajmy ilość przedmiotów wokół siebie. Pierwsza zasada – skupmy się na jakości, nie na ilości. Wybierając produkty ekologiczne kupujemy mniej, zyskując jakość.
            Ważne pytanie – czy choinka sztuczna jest bardziej ekologiczna od żywej? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że tak, jednak po zgłębieniu tematu okazuje się, że jest odwrotnie. Jak to możliwe, skoro sztuczną choinkę kupuje się raz na wiele lat, a żywą wyrzuca co roku? A no możliwe, ponieważ te choinki, które są sprzedawane na święta, pochodzą w dużej mierze z wycinek "kosmetycznych" (oczywiście jeśli są sprzedawane legalnie). Po świętach można je kompostować lub użyć jako opału. Jeszcze lepiej kupić choinkę w doniczce i na wiosnę zasadzić w ogrodzie lub przed blokiem. Ileż to radości, obserwować, jak rośnie! Choinki sztuczne zrobione są – jak sama nazwa wskazuje – z tworzyw sztucznych, które nie ulegają biodegradacji. Nie ma więc znaczenia, że używamy jej przez kilka lat, skoro i tak kiedyś zostanie wyrzucona i będzie zaśmiecała naszą planetę przez wieki.
            A co z jedzeniem? Przygotowanie ekologicznych, wegetariańskiech lub wegańskich świąt z zachowaniem tradycji jest jak najbardziej możliwe. Jeśli jesteśmy przyzwyczajeni do tradycyjnych dań, możemy spróbować zastąpić je podobnymi, przyrządzonymi na sposób tradycyjny. Oto kilka prostych trików:

Bigos – jeśli nie wystarcza nam kapusta z grzybami, możemy dorzucić do niego wędzone tofu, pokrojone w drobną kostkę. Dodatkowo można dodać kostkę sojową ugotowaną w bulionie i przesmażoną z ulubionymi przyprawami (np. gorczycą, estragonem, cząbrem, majerankiem itp).

Ryba "po grecku" – możemy przyrządzić polentę z kaszy kukurydzianej w warzywno-pomidorowym sosie. W tym celu trzeba ugotować kaszę kukurydzianą w wywarze warzywnym (proporcje 3:1) i jeszcze gorącą rozprowadzić na płaskiej tacy na grubość ok 2 – 3cm. Pozostawić do całkowitego ostygnięcia. Pokroić w kwadraty, opanierować, usmażyć serwować z warzywami. Jeśli komuś brakuje rybnego smaku, może do gotującej się kaszy dodać 1/2 – 1 płat wodorostów nori (do produkcji sushi, do nabycia w marketach).

Pasztet – polecam wypróbować warzywne pasztety. Są bardzo smaczne, proste w przygotowaniu a zarazem zdrowsze od mięsnych.
Np. pasztet selerowy – 1 seler, 2 duże cebule, 1 szklanka ziaren słonecznika, 1 szkl kaszy jaglanej, przyprawy (1 cała gałka, 1/2 łyżeczki kuminu, papryka słodka, papryka ostra, sól, pieprz). Warzywa ugotować do miękkości. Kaszę dokładnie wypłukać i ugotować w wywarze (proporcje 1:2). słonecznik zmielić w młynku do kawy. Gdy warzywa i kasza wystygną, zblendować wszystko razem na gładką masę, dodać 3 – 4 łyżki oliwy, upiec w keksówce wyłożonej papierem. Wyjąć po wystudzeniu.

Smażony karp – można go zastąpić boczniakami z patelni.

Śledzie marynowane – podobnie jak marynujemy śledzie możemy zamarynować ugotowane w wywarze warzywno – ziołowym kotlety sojowe.

Jest to tylko kilka propozycji, ale w zasadzie wszystkie dania możnaby tak zmodyfikować, by były bezmięsne. Wystarczy tylko odrobina chęci i wyobraźni.
           

środa, 12 grudnia 2012

Kiszonki


             Nie od dziś wiadomo, że kiszonki mają prozdrowotne właściwości. Już nasze babki o tym wiedziały i sezonowo przygotowywały różne "zaprawy" na zimę. W dzisiejszych, zabieganych czasach niewiele osób to robi. Ogórki, kapusta, buraki, grzyby, barszcze – oczywiście możemy je dziś kupić w sklepie, ale nigdy nie mamy pewności, co do nich dodano. Często też ich smak pozostawia wiele do życzenia. Kapciowate ogórki, kapusta z octem lub kwaskiem cytrynowym, barszcze z glutaminianem sodu, a wszystko to zaprawione konserwantami... Nie, dziękuję. Wolę poświęcić odrobinę czasu, żeby mieć własne, wysokiej jakości produkty. Kiszenie nie musi być pracochłonne a może przynieść sporo satysfakcji i przede wszystkim korzyści zdrowotnych.
            Proces kiszenia dodaje produktom wartości odżywczych. Obniża się ich kaloryczność (rozwijające się bakterie żywią się zawartymi w nich cukrami), stają się one lżej strawne, zyskują witaminy i dobroczynne bakterie fermentacji mlekowej – sprzymierzeńcy naszej odporności  i układu pokarmowego. Należy je oczywiście spożywać na surowo, ponieważ obróbka cieplna niszczy większość drogocennych właściściwości.
Kiszonki dziają korzystnie na układ trawienny. Błonnik i bakterie kwasu mlekowego mają działanie oczyszczające i wzmacniające nasze jelita. Sam kwas mlekowy reguluje równowagę kwasowo – zasadową, która może być zaburzona w wyniku złego trybu życia oraz wysokobiałkowej, ubogiej w warzywa diety.
            Jedzmy kiszonki, zwłaszcza zimą, w okresie obniżonej odporności. Jedzmy je regularnie, nie zapominając, że wzmocnią nas po chorobie (zwłaszcza jeśli zmuszeni byliśmy przyjmować antybiotyki, które zabijają naszą naturalną florę bakteryjną), po intensywnym wysiłku fizycznym, jedzmy dla zdrowia i urody.
            Do najbardziej popularnych kiszonek należą dziś u nas ogórki i biała kapusta. Chciałabym zachęcić także do tych rzadziej spotykanych, aczkolwiek wracających obecnie do łask. Można kisić niemalże wszystkie owoce i warzywa  – jabłka, marchewki, kalafiory, grzyby itd.
            Boże Narodzenie za pasem – najwyższy czas na kiszenie buraków na barszcz wigilijny. Zakwas buraczany jest prosty do wykonania a jego właściwości smakowe i zdrowotne nie do pogardzenia! Można go używać do gotowania barszczu a także spożywać na surowo. Polecany przy anemii, nadciśnieniu, zgadze i rekonwalescencji.

Kwas buraczany

2-3 duże, wyszorowane buraki
3-4 ząbki czosnku
2-3 liście laurowe
kilka ziarenek ziela angielskiego
łyżka ziaren gorczycy
ususzone skórki razowego chleba (najlepiej żytniego, pieczonego na zakwasie)
 Buraki obrać, pokroić w cienkie plastry. Na dno dużego, wyparzonego słoja włożyć skórki od chleba, listek laurowy, trochę czosnku pokrojonego w plasterki. Buraki układać ściśle w słoiku, wkładając od czasu do czasu przyprawy. Zalać całość letnią, przegotowaną wodą tak, żeby przykryła buraki (nie powinny pływać, ponieważ mogą zapleśnieć). Wierzch słoika przykrywamy papierem i odstawiamy w ciepłe i suche miejsce na 10 – 14 dni (ja stawiam wysoko na szafce kuchennej).
  Co 2 – 3 dni zaglądamy, jak przebiega proces kiszenia i zbieramy powstającą na powierzchni pianę.
Po ok. 2 tygodniach kwas jest gotowy. Powinien mieć intensywny, głęboki kolor amarantowy i konsystencję syropu. Smak powinien być kwaskowy, mocny, przesiąknięty aromatem czosnku i przypraw. Jeśli wyszedł brunatny, śluzowaty, dziwnie pachnie, mocno bąbluje lub na powierzchni pojawiła się pleśń – niestety nie wyszło, trzeba wyrzucić. Dzieje się tak wówczas, gdy fermentację przeprowadziły nie te mikroorganizmy, których oczekiwaliśmy (jakieś grzyby lub niekorzystne bakterie).
Gotowy płyn zlewamy do czystego słoika lub butelek. Po odsączeniu zakręcamy i wkładamy do lodówki. Może tam stać do kilku miesięcy.
Pozostałe kiszone buraki możemy zalać ponownie letnią wodą i odstawić w ciepłe miejsce na kilka dni (kiśnie krócej). "Drugie zalanie" nie będzie już tak mocne i gęste, ale także smaczne, nadające się przyrządzenia dobrego barszczu.
Kiszone buraki możemy schrupać na surowo albo zrobić z nich barszcz lub jarzynkę na ciepło. Pamiętajmy, że proces fermentacji pozbawił je cukrów, więc przygotowane z nich potrawy będą miały inny smak (opcjonalnie można dosłodzić). 

środa, 28 listopada 2012

Ciecierzyca i hummus

Ciecierzyca, zwana też cieciorką lub grochem włoskim, to rodzaj rośliny strączkowej, która pojawiła się w naszym kraju stosunkowo niedawno. Wywodzące się z Azji ziarenka zyskują u nas coraz większą popularność, choć niestety jeszcze nie są dostępne wszędzie. Charakteryzują się specyficznym, orzechowo – grochowym smakiem i nietypowym (jak na roślinę strączkową) wyglądem. Kształtem przypominają orzechy laskowe, choć są od nich mniejsze i mają jaśniejszy kolor.

Ciecierzyca stanowi dobre źródło białka i węglowodanów. Ma także sporo błonnika oraz  mikroelementów (wapń, magnez, żelazo, potas, cynk) i witamin (z gupy B, A, E, K, C, kwas foliowy).
            Oprócz wartości odżywczych, groch włoski posiada doskonałe walory kulinarne – może być wykorzystywany na wiele rozmaitych sposobów – jako dodatek strączkowy do sosów, kotletów, zup, w sałatkach, pastach, pasztetach. Można także robić z niego mąkę (tzw. mąka besan) wykorzystywaną do robienia deserów, naleśników, placków, panierek itp. Ponieważ nie zawera ona glutenu, jest doskonałym produktem dla osób chorych na celiakię, choć jest dość ciężka i nie nadaje się do wypieków.
            Jedynym minusem ciecierzycy jest czas gotowania. Aby uzyskać odpowiednio miękkie ziarna, należy ją gotować 2-3 godziny (po wcześniejszym, 8-12 godzinnym moczeniu). Ale i na to jest rada – warto korzystać z szybkowarów. Czas gotowania ciecierzycy skraca się wówczas nawet sześciokrotnie (a jaka oszczędnoś energii przy okazji!).
Hummus (wersja podstawowa)

Jest to rodzaj pasty przyrządzanej z ugotowanej ciecierzycy, oliwy, czosnku i tahini (pasta sezamowa). Wywodzi się z Bliskiego Wschodu, najprawdopodobniej z kuchni arabskiej, choć Izraelici także roszczą sobie do niej prawo. Podawana na słono, słodko, ostro, z wykorzystaniem różnego zestawu ziół i przypraw – jej wariantów jest sporo, lecz podstawę stanowi ciecierzyca, sezam i oliwa. Można serwować ją jako dodatek do warzyw, pieczywa, czy jako proste danie obiadowe.

ok. 250g ciecierzycy
4-5łyżek tahini (jeśli nie mamy, można dodać zmielony w młynku do kawy sezam)
sok z 1/2 cytryny
2-3 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
2-3 łyżki oliwy
sól, pieprz

Ciecierzycę ugotować do miękkości (powinna się dobrze rozcierać w palcach), odcedzić, zachowując płyn.
Wszystkie składniki blendować na gładką masę, dolewając w miarę potrzeby płynu pozostałego z gotowania. Konsystencja zależy od naszych upodobań, więc dobrze wypracować swoją własną wersję.
 Można dodać do hummusu takie przyprawy jak gałka, kumin, kolendra świeża lub suszona, papryka itp. Można także kombinować z różnymi wariantami – czerwony z burakami, zielony z natką lub szpinakiem itp. Wszystko zależy od naszej inwencji i upodobań smakowych.