W sobotę gościliśmy w naszym EkoBistro Kurę Modową, która na swój czarujący sposób zaprosiła naszych gości do samodzielnych wypieków chleba na zakwasie.
Był pokaz - żeby wszyscy wiedzieli jak należy się zabrać do pracy, uczestnicy otrzymali przepis oraz zakwas! Mała asystentka Kury Modowej zainspirowała nawet największe leniuchy ;)
Oczywiście i my chętnie podzieliłyśmy się naszym przepisem na chleb i nie tylko :)
Jeśli już zabieramy się za domowe pieczywo znakomitym dopełnieniem będą pasty własnej roboty.
Koniecznie dopasowane do pory roku z sezonowych składników, aby w pełni zatroszczyć się o własne zdrowie. Polecamy wszystkim wypróbowanie zarówno przepisów, które publikowaliśmy wcześniej jak i tego umieszczonego poniżej. Pasta pietruszkowo - słonecznikowa zaraz po chlebie była niewątpliwie królową sobotniego spotkania. Na Waszą prośbę dzielimy się prostą recepturą :)
Pasta pietruszkowo - słonecznikowa
1/2 szkl pestek słonecznika
1 pęczek pietruszki
3 łyżki oliwy z oliwek lub oleju rzepakowego dobrej jakości
odrobina wody do uzyskania pożądanej konsystencji
2 ząbki czosnku
sól do smaku
Jeśli chcecie uzyskać orzechowy aromat pasty, można użyć prażonego słonecznika. Wszystkie składniki wrzucamy do pojemnika i blendujemy, dodajemy tyle wody aby uzyskać pożądaną konsystencję. No i oczywiście zjadamy ze smakiem!
Dziękujemy raz jeszcze wszystkim za obecność i mamy nadzieję, że nie zabraknie Was na kolejnym spotkaniu!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakwas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakwas. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 12 stycznia 2014
środa, 12 grudnia 2012
Kiszonki
Nie od dziś wiadomo, że kiszonki
mają prozdrowotne właściwości. Już nasze babki o tym wiedziały i sezonowo
przygotowywały różne "zaprawy" na zimę. W dzisiejszych, zabieganych
czasach niewiele osób to robi. Ogórki, kapusta, buraki, grzyby, barszcze –
oczywiście możemy je dziś kupić w sklepie, ale nigdy nie mamy pewności, co do
nich dodano. Często też ich smak pozostawia wiele do życzenia. Kapciowate
ogórki, kapusta z octem lub kwaskiem cytrynowym, barszcze z glutaminianem sodu,
a wszystko to zaprawione konserwantami... Nie, dziękuję. Wolę poświęcić
odrobinę czasu, żeby mieć własne, wysokiej jakości produkty. Kiszenie nie musi
być pracochłonne a może przynieść sporo satysfakcji i przede wszystkim korzyści
zdrowotnych.
Proces kiszenia dodaje produktom
wartości odżywczych. Obniża się ich kaloryczność (rozwijające się bakterie
żywią się zawartymi w nich cukrami), stają się one lżej strawne, zyskują
witaminy i dobroczynne bakterie fermentacji mlekowej – sprzymierzeńcy naszej
odporności i układu pokarmowego. Należy
je oczywiście spożywać na surowo, ponieważ obróbka cieplna niszczy większość
drogocennych właściściwości.
Kiszonki dziają
korzystnie na układ trawienny. Błonnik i bakterie kwasu mlekowego mają
działanie oczyszczające i wzmacniające nasze jelita. Sam kwas mlekowy reguluje
równowagę kwasowo – zasadową, która może być zaburzona w wyniku złego trybu
życia oraz wysokobiałkowej, ubogiej w warzywa diety.
Jedzmy kiszonki, zwłaszcza zimą, w
okresie obniżonej odporności. Jedzmy je regularnie, nie zapominając, że
wzmocnią nas po chorobie (zwłaszcza jeśli zmuszeni byliśmy przyjmować
antybiotyki, które zabijają naszą naturalną florę bakteryjną), po intensywnym
wysiłku fizycznym, jedzmy dla zdrowia i urody.
Do najbardziej popularnych kiszonek
należą dziś u nas ogórki i biała kapusta. Chciałabym zachęcić także do tych
rzadziej spotykanych, aczkolwiek wracających obecnie do łask. Można kisić
niemalże wszystkie owoce i warzywa –
jabłka, marchewki, kalafiory, grzyby itd.
Boże Narodzenie za pasem – najwyższy
czas na kiszenie buraków na barszcz wigilijny. Zakwas buraczany jest prosty do
wykonania a jego właściwości smakowe i zdrowotne nie do pogardzenia! Można go
używać do gotowania barszczu a także spożywać na surowo. Polecany przy anemii,
nadciśnieniu, zgadze i rekonwalescencji.
Kwas buraczany
2-3 duże,
wyszorowane buraki
3-4 ząbki czosnku
2-3 liście laurowe
kilka ziarenek ziela
angielskiego
łyżka ziaren
gorczycy
ususzone skórki
razowego chleba (najlepiej żytniego, pieczonego na zakwasie)
Buraki obrać,
pokroić w cienkie plastry. Na dno dużego, wyparzonego słoja włożyć skórki od
chleba, listek laurowy, trochę czosnku pokrojonego w plasterki. Buraki układać
ściśle w słoiku, wkładając od czasu do czasu przyprawy. Zalać całość letnią,
przegotowaną wodą tak, żeby przykryła buraki (nie powinny pływać, ponieważ mogą
zapleśnieć). Wierzch słoika przykrywamy papierem i odstawiamy w ciepłe i suche
miejsce na 10 – 14 dni (ja stawiam wysoko na szafce kuchennej).
Co 2 – 3 dni
zaglądamy, jak przebiega proces kiszenia i zbieramy powstającą na powierzchni
pianę.
Po ok. 2 tygodniach
kwas jest gotowy. Powinien mieć intensywny, głęboki kolor amarantowy i
konsystencję syropu. Smak powinien być kwaskowy, mocny, przesiąknięty aromatem
czosnku i przypraw. Jeśli wyszedł brunatny, śluzowaty, dziwnie pachnie, mocno
bąbluje lub na powierzchni pojawiła się pleśń – niestety nie wyszło, trzeba
wyrzucić. Dzieje się tak wówczas, gdy fermentację przeprowadziły nie te
mikroorganizmy, których oczekiwaliśmy (jakieś grzyby lub niekorzystne
bakterie).
Gotowy płyn zlewamy
do czystego słoika lub butelek. Po odsączeniu zakręcamy i wkładamy do lodówki.
Może tam stać do kilku miesięcy.
Pozostałe kiszone
buraki możemy zalać ponownie letnią wodą i odstawić w ciepłe miejsce na kilka
dni (kiśnie krócej). "Drugie zalanie" nie będzie już tak mocne i
gęste, ale także smaczne, nadające się przyrządzenia dobrego barszczu.
Kiszone buraki
możemy schrupać na surowo albo zrobić z nich barszcz lub jarzynkę na ciepło.
Pamiętajmy, że proces fermentacji pozbawił je cukrów, więc przygotowane z nich
potrawy będą miały inny smak (opcjonalnie można dosłodzić).
czwartek, 27 września 2012
Pieczemy domowy chleb!
Chleb jest chyba najstarszym i
najbardziej rozpowszechnionym pokarmem na naszym globie, choć jego skład, forma
i smak może być bardzo różny. Jego historia sięga aż 12 tysięcy lat wstecz. Nie
znaczy to, że od zawsze wyglądał on tak samo jak dziś. Początkowo miał postać
gęstej zbożowej papki, później ewoluował od twardych, płaskich podpłomyków do
coraz bardziej pulchnych bochenków.
Najstarszy zachowany chleb pochodzi z
Krety i liczy sobie ponad 6000 lat.
O tym, jak bardzo ważny był chleb w
diecie człowieka może świadczyć fakt, że nasi przodkowie starali się coraz
bardziej ulepszać receptury i metody jego wytwarzania.
Na pomysł wypieku chleba na zakwasie wpadli Egipcjanie ok. 4000 lat temu. Do dziś nie wiadomo, czy było to dzieło przypadku, czy efekt zamierzony, niemniej jednak metoda ta zyskała na popularności i jest stosowana do dziś.
Na pomysł wypieku chleba na zakwasie wpadli Egipcjanie ok. 4000 lat temu. Do dziś nie wiadomo, czy było to dzieło przypadku, czy efekt zamierzony, niemniej jednak metoda ta zyskała na popularności i jest stosowana do dziś.
Z czasem wprowadzono też inne
spulchniacze takie jak drożdże czy wodorowęglan sodu, ale nie dorównują one
metodzie klasycznej, zakwasowej.
Niestety pieczywo dostępne dziś w
sklepach jest coraz gorszej jakości. Producenci starają się tak ulepszać swoje
metody wypieków, żeby jak najwięcej na tym zarobić. Nie interesuje ich jakość,
prozdrowotność, smak. Obniżając cenę swoich wyrobów oferują produkty o zatrważająco
niskiej jakości, a nieświadomi, zabiegani konsumenci połykają marketingowy
haczyk i kupują białe pulchne buły czy zabarwioną karmelem imitację razowca. Oczywiście
wielu konsumentom zupełnie to nie przeszkadza, ale sporo osób złapałoby się za
głowę przeczytawszy kilkuwersowy, niezrozumiały skład na etykiecie pieczywa,
które właśnie spożyli. A przecież zdrowy chleb powinien składać się z mąki,
wody i odrobiny soli, prawda?
Pieczenie chleba na zakwasie jest tak
naprawdę proste i przyjemne. I wbrew pozorom nie jest pracochłonne, choć wymaga
trochę więcej czasu niż pieczenie na drożdżach. Aby cieszyć się pysznym,
zdrowym pieczywem wystarczy trochę cierpliwości i wypracowania własnej metody i
przepisu, do czego gorąco zachęcam!
Dziś podaję przepis podstawowy na
zdrowy razowiec na zakwasie. Chciałabym, żeby posłużył on jako baza do
wypracowania własnej, unikalnej receptury.
Zakwas
Zakwas to nic innego jak
przefermentowana mieszanina mąki i wody. Aby go otrzymać, należy wymieszać w
czystym (najlepiej wyparzonym) słoiku łyżkę – dwie żytniej (lub innej, jeśli
zakwas ma być inny) razowej mąki z wodą. Konsystencja powinna być rzadka, ale nie jest to bardzo istotne. Tak
przygotowaną mieszaninę przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na
min 10-14 dni. W tym czasie bakterie powinny już nabrać takiej mocy, żeby
spulchnić nasz chlebek. Aby nasz zakwas dobrze zaczął pracować należy go 2x dziennie
zamieszać i 1x dziennie dokarmić, dodając łyżkę mąki i ewentualnie trochę wody.
Po pewnym
czasie zauważymy, że proces fermentacji się rozpoczął – zakwas zaczyna
bąbelkować i kwaśno pachnieć.
A więc do
dzieła!
Chleb pszenno – żytni
Proponowana
przeze mnie metoda wypieku jest metodą dwufazową. To znaczy, że najpierw robimy
chlebowy zaczyn na bazie którego będziemy piekli chleb.
Na 2 podłużne
blaszki (10x30cm) potrzebujemy:
½ kg mąki żytniej razowej
½ kg mąki pszennej razowej
4 łyżki zakwasu (jeśli zakwas jest młody, trzeba
dodać więcej)
sól
letnia woda
Zaczyn:
Mąkę żytnią mieszamy z zakwasem i letnią wodą do konsystencji lekkiej
śmietany (tutaj konsystencja nie odgrywa zbyt dużej roli. Ja robię na oko –
czasem jest gęściejsza, czasem rzadsza). Tak przygotowany zaczyn przykrywamy
ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na
8-12 godzin).
Gdy zaczyn przefermentuje dodajemy resztę mąki, sól,
letnią wodę i ewentualne ulubione dodatki np. ziarna, suszone zioła, suszone
śliwki czy pomidory, orzechy itp. Wszystko razem mieszamy łyżką do połączenia
składników. Ciasto powinno mieć konsystencję ciasta racuchowego (zbyt gęste może
mieć problemy z wyrośnięciem, zbyt rzadkie może dać nam gliniasty chleb.
Tak przygotowane ciasto wkładamy do foremek (ja
smaruję je olejem i wysypuję mąką, otrębami lub płatkami, wtedy łatwiej chleb
wyjąć po upieczeniu) i do piekarnika nagrzanego do 200°C. Po kwadransie zmniejszamy
temp. do 185°C
i pieczemy jeszcze przez ok. godzinę.
Upieczony chleb wyjmujemy z foremek i studzimy
(najlepiej na kratce z piekarnika, wtedy stygnąc nie zaparuje).
Magda
Subskrybuj:
Posty (Atom)


